Uciec! Ale dokąd?

zdjęcie: Zofia Sareńska

Czy można uciec od przeszłości, wyjechać daleko, jak najdalej i zacząć życie od nowa? Wiele osób powie, że tak. I ja kiedyś też tak myślałam. Kiedy mój świat legł w gruzach, kiedy wstydziłam się znajomym spojrzeć w oczy,  byłam przekonana, że najlepszym rozwiązaniem będzie odejście od męża i zmiana środowiska. Wyjazd do Gdańska, rozpoczęcie nowego życia, wolnego od obecnych trosk i problemów. 

Mimo, że już wówczas zdawałam sobie sprawę z własnej niedojrzałości pisząc, że od problemów nie można uciec. Zmiana środowiska niczego nie zmieni, jeżeli ja się nie zmienię, kilka tygodni później prosiłam mojego szefa o pomoc w przeniesieniu do innego miasta. Czas oczekiwania na wiadomość wydawał mi się wiecznością: Rozmowy na temat mojego przeniesienia trwają, mam czekać. Nie umiem sobie z tym wszystkim poradzić. Muszę wyjechać. Zostając tutaj narażam się na wpływy Ryszarda, który już jutro ma wizytę u psychiatry i na pewno zaraz będzie nalegał, żebym wróciła, bo przecież zaczął się leczyć.  Na szczęście stało się inaczej i jakiś czas później rozmawiałam z szefemPowiedział, że moje przeniesienie na razie nie wchodzi w grę. Będzie możliwe po nowym roku. Myślę, że w gruncie rzeczy jestem zadowolona z takiego obrotu sprawy. I chociaż zaczął się dla mnie naprawdę trudny okres, już kilkanaście dni później utwierdziłam się w tym, że los okazał się dla mnie łaskawy: Analizując całą sytuację, widzę, że dobrze się stało, że mój wyjazd do innego miasta przesunął się w czasie. Gdybym była daleko od Ryszarda, pewnie sądziłabym, że on naprawdę się zmienił. I mogłoby się to źle dla mnie skończyć. Będąc tutaj, odpieram na bieżąco jego różne ataki, co zmusza mnie do ciągłej pracy nad sobą (piszę o tym w dniach: 27 lipca, 10 i 14 września, 6 i 29 października 2009r.). 

            Można zadać pytanie dlaczego napisałam, że na szczęście stało się inaczej? Przecież wiele osób wyjeżdża, nie tylko do innego miasta, ale nawet do innego kraju. Zmieniają wszystko. Porzucają „stare” i zaczynają „nowe”. Jednym z takich miast jest Londyn. O problemach jakie mogą spotkać osoby „uciekające ” mówi Joanna Borczon w rozmowie z Claudią Fabian: „Młodzi  Polacy, z którymi się spotykałam, to często osoby pochodzące z rodzin dysfunkcyjnych. Opuścili Polskę z nadzieją, że trafią do lepszego świata. Chcieli wyrwać się ze swego środowiska, ze swej trudnej rzeczywistości. Myśleli, że gdy przekroczą granicę, to uciekną od swoich problemów. Niestety tak się nie stało, bo problemy tkwią w ich psychice. Często są to ludzie zranieni, którzy przeżyli trudne sytuacje rodzinne. Na początku Londyn i nowe życie tutaj wydaje im się wspaniałe, ale kiedy spotykają ich pierwsze trudności, to dawne rany się otwierają. Wtedy nie potrafią  sprostać narastającym  problemom, czują się przemęczeni, brakuje im wsparcia,  przestają zauważać pozytywne aspekty otaczającej ich rzeczywistości, powoli tracą nadzieję na to, że im się powiedzie i popadają w depresje”. Osoby zainteresowane zapraszam do lektury całego artykułu: 

http://www.mojawyspa.co.uk/artykuly/13526/Polakow-depresja-w-Londynie

Od problemów nie można uciec. Zmiana środowiska niczego nie zmieni, jeżeli ja się nie zmienię. Bo, jak stwierdził Ernest Hemingway „Nie można uciec od samego siebie, przenosząc się z miejsca na miejsce”

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Fill out this field
Fill out this field
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.
You need to agree with the terms to proceed

Menu