Przełamać zmowę milczenia!

zdjęcie: Zofia Sareńska

O tym, że niełatwo jest przełamać zmowę milczenia i zacząć mówić o trudnych sprawach przekonałam się osobiście. Alkoholizm mojej matki i związana z tym patologia długo były dla mnie tematem tabu. Kiedy Ryszard wyrzucił mnie z domu: Nie wiedziałam dokąd pójść. Przez głowę przemykały mi różne pomysły. Gdybym miała przy sobie pieniądze i dokumenty, poszłabym do hotelu. Wtedy nikomu nie musiałabym mówić o tym, co się stało. (…) Do córek też nie chciałam iść bo się wstydziłam. W końcu jednak, po jakimś czasie bezradności postanowiłam pojechać tramwajem do córek. 

Później wcale nie było lepiej: Dopiero dzisiaj, trzeciego dnia od zdarzenia poszłam do pracy i, na szczęście, byłam sama w pokoju. Z nikim nie rozmawiałam na temat tego, co mnie spotkało. I zupełnie nie umiem sobie z tym poradzić. Nie potrafię nawet o tym myśleć. Jutro już będę w pokoju z Ulą i pewnie będzie pytać, jak spędziłam święta. A ja nie wiem, co mam jej powiedzieć. Przecież nie mogę wyjawić prawdy. Tak mi wstyd, że chyba nie dam rady wydusić z siebie słowa na ten temat. No bo jak przyznać się do tego, że mam męża alkoholika, który wyrzucił mnie z domu? Przecież to patologia. A ja byłam pewna, że patologię z dzieciństwa mam już za sobą. Zrobiłam doktorat, jestem osobą wykształconą i wiem, co robię. Nie związałabym się z alkoholikiem, bo ich nie cierpię. 

Na początku o mojej sytuacji wiedziały tylko osoby z najbliższego otoczenia. W pracy, poza Ulą, nikomu nic nie mówiłam. Potrzebowałam jeszcze kilku tygodni, żeby zrozumieć, że milczenie i ukrywanie prawdy mi nie pomoże. Dlatego, po kolejnym incydencie i kolejnej wyprowadzce zdecydowałam się o tym mówić. I chciałam wyjechać daleko. W tym celu prosiłam mojego szefa o pomoc w przeniesieniu do innego miasta. Podjęcie decyzji o rozmowie z szefem nie było dla mnie łatwe. Uznałam jednak, że tak będzie najlepiej. Że to pomoże mi wytrwać w moim postanowieniu i nie wrócę do Ryszarda. Przecież nie powiem szefowi za kilka dni, że wróciłam do męża, bo byłoby to niepoważne z mojej strony. 

Cały czas jednak bałam się, że inni się domyślą, że u mnie jest coś nie tak i zaczną o tym rozmawiać za moimi plecami. Kiedy Ryszard zaczął mnie straszyć, że skoro nie odbieram od niego telefonów i nie chcę z nim rozmawiać, to będzie musiał przyjść do mnie do pracy, byłam przerażona. Boże, oszczędź mi tego. Nie chcę, żeby wszyscy się o tym dowiedzieli. Ale nie mogę się bać. Bo to niczego nie zmieni. Kilka dni później, kiedy groźby Ryszarda przybrały na sile poszłam do szefa i powiedziałam mu, że moja sytuacja się pogorszyła, że mój mąż może pojawić się u mnie w pracy i zrobić awanturę. Szef chyba nie bardzo rozumiał co się stało i nie wiedział, jak ma zareagować. Początkowo się roześmiał, ale zaraz przeprosił. Może sądził, że takie sytuacje zdarzają się w innym środowisku, a nie wśród prawników. Później rozmawiałam z kolegą z pracy, z Danielem. Powiedziałam mu o wszystkim. Kochany Daniel. Stanął na wysokości zadania. Zrozumiał i podtrzymał mnie na duchu, mobilizując przede wszystkim do tego, żebym się nie bała. Dzwoniłam też do córki Ryszarda i powiedziałam jej, co się dzieje. Chciałam, żeby wiedziała. Potem byłam w katedrze pomodlić się o odwagę. Zadzwoniłam też do Krystyny i opowiedziałam jej o groźbach Ryszarda. Wiedziałam już, że nie mogę milczeć, muszę mówić o tym co się dzieje. W końcu odebrałam kolejny telefon od Ryszarda i powiedziałam: Nie strasz mnie i nie gróź mi, że napiszesz do szefa list, bo szef wie o mojej sytuacji. I nie tylko szef. Odpowiedział, że bardzo chciałby, żebyśmy byli razem i stąd te jego pogróżki. One są tylko po to, żebyś się wystraszyła i wróciła, bo już nie wiem, jakich argumentów mam użyć (piszę o tym 16 kwietnia 2009r., 27 i 31 grudnia 2009r.).  

            Jak widać przełamanie zmowy milczenia i mówienie o swojej sytuacji pomogło mi pokonać strach. Ryszard nie miał mnie już czym szantażować, bo inni wiedzieli o wszystkim. To dodało mi sił do dalszej walki o siebie. I pomimo tego, że bałam się Ryszarda czułam się wyjątkowo spokojna. Nie jestem niczemu winna i nie mam się czego wstydzić!

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Fill out this field
Fill out this field
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.
You need to agree with the terms to proceed

Menu