Zostaw – oddaj Bogu!

Zawsze byłam zorganizowana, robiłam listę rzeczy, które mam do zrobienia i starałam się wszystko przewidzieć. Pełna kontrola. Czułam się tak, jakby ode mnie wszystko zależało. Tak, jakbym miała jakąś moc do kreowania takiego a nie innego przebiegu wydarzeń. A kiedy coś nie wychodziło, natychmiast przystępowałam do realizacji planu B, który zawsze miałam w zanadrzu. I znowu było okey, a przynajmniej tak mi się wydawało. Mistrzyni planu B. 

Do czasu. Kiedy niespełna 10 miesięcy po ślubie mój ukochany mąż, będąc w stanie upojenia alkoholowego wyrzucił mnie z domu, mój świat się zawalił. Runęło wszystko.  Pojawiło się wówczas poczucie bezradności i niemocy. Nie było też planu B. Trudność przynosiło przeżycie każdej chwili, bo ciągły niepokój, że znowu coś nie wyjdzie zdominował wszystko. 

Czy nie boję się dzisiejszego dnia? Monika ma obronę pracy magisterskiej. A Ryszard ma ciężkie chwile bez alkoholu. Nie wiem, jak się ten dzień potoczy. Czy będzie dzisiaj pił? I w jaki sposób mam go powstrzymać? Ale czy jestem w stanie temu zapobiec? Jeżeli tak będę myśleć, to będę się czuła winna, gdy wypije. A przecież nie ja jestem temu winna. Moim zadaniem jest miło spędzić ten dzień. Z córkami i Ryszardem. Na dzisiejsze popołudnie zastosuję jedno z haseł Al-Anonu: „Zostaw – oddaj Bogu”.  Oddaję. I ufam Mu. 

To był bardzo udany dzień. Monika obroniła się doskonale i potem byliśmy na obiedzie. Ryszard przyszedł z bukietem kwiatów i był bardzo wzruszony. Wszystko było w porządku. Zostawiłam sprawę Bogu i mnie nie zawiódł. A ja sama miałam tyle obaw i chciałam ten dzień dokładnie zaplanować. Ale wiem, że nie jestem w stanie przewidzieć wszystkiego. Tak przecież było, kiedy wróciłam do Ryszarda na drugi dzień po jego ostatnim pijaństwie. Zanim to nastąpiło, analizowałam różne sytuacje, czy będzie czuł się winny i przepraszał, czy też będzie twierdził, że to moja wina. Próbowałam sobie ułożyć moje zachowanie w zależności od jego zachowania. Ale jednego byłam pewna. Że będzie trzeźwy, bo przecież on nigdy na drugi dzień nie pije. I okazało się, że było zupełnie inaczej. Nie tylko pił, ale wieczorem wyrzucił mnie z domu. ( 7 lipca 2009r.)

Kilka dni później zaprosiłam znajomych na brydża wiedząc, że lubią wypić i prawdopodobnie przyniosą alkohol. Ryszard początkowo nie oponował, a potem stwierdził, że nie powinnam umawiać się z osobami, które piją. Wiem, że nie powinnam prowokować okazji do picia, ale wiem też, że nie mogę go przesadnie ochraniać. Każdy alkoholik musi nauczyć się żyć w świecie, w którym podaje się alkohol. Musi nauczyć się mówić „nie”. Po prostu: „Nie,  nie piję”. Uprzejmie, ale stanowczo. Przed wizytą zrobiłam też coś, czego do tej pory w życiu nie uczyniłam. I co dotychczas wydawało mi się śmieszne. Poszłam do kościoła powiedzieć Bogu, że jestem bezsilna wobec alkoholizmu mojego męża i nie jestem w stanie kierować swoim życiem. Że oddaję się pod Jego opiekę, że ufam Mu i przyjmę z pokorą wszystko, co mi przyniesie, wierząc, że robi to dla mojego dobra. I Bóg mnie nie zawiódł. Ryszard wymyślił, że nie pije, bo chodzi na akupunkturę w celu rzucenia palenia i jak się napije to akupunktura przestanie działać. Dobre i to. (18 lipca 2009r.) 

Jakiś czas później, już po mojej wyprowadzce, miałam problem ze świętami. Czułam się taka bezradna i zagubiona. Ryszard obraził się na moje córki. Nie wiem jak i gdzie spędzę święta. Bo wspólne spędzenie ich z moimi córkami i Ryszardem oddala się i staje się niemożliwe. Jednym z haseł Al-Anonu jest: „Zostaw – oddaj Bogu”. Ale jak mam zostawić coś, do czego trzeba odpowiednio się przygotować? Trzeba zrobić zakupy i przygotować wigilijne potrawy. Muszę więc to wszystko zaplanować. Ale już nie wiem jak. Wczoraj będąc z Ryszardem na zakupach, kupiłam karpia. Jest u niego w zamrażarce. Przecież go nie zabiorę. Ale mogę kupić jeszcze trochę karpia i zostawić u siebie. I być przygotowaną na święta u siebie i u Ryszarda. A to gdzie je ostatecznie spędzimy, zostawiam Bogu. (13 grudnia 2009r.) 

Często w kierunku Boga zwracają się ci, którzy stracili kontrolę nad swoim życiem i nie umieją sobie poradzić. A stracili kontrolę paradoksalnie właśnie poprzez …kontrolę wszystkiego i wszystkich. Zwrócenie się do Boga pozwala na stopniowe wyzbywanie się kontroli, na oddawanie jej Bogu. Na zajmowanie się swoimi sprawami. I ja coraz częściej oddawałam dany dzień albo sprawy Bogu, powierzałam Mu swoją wolę i swoje życie, bo sama nie byłam w stanie sobie z tym poradzić. I nie zawiodłam się!

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Fill out this field
Fill out this field
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.
You need to agree with the terms to proceed

Menu