Odnaleźć w sobie DZIECKO i zaopiekować się nim!

Każdy z nas kiedyś był dzieckiem. To naturalna kolej rzeczy. I ja też kiedyś byłam małą dziewczynką. Ale czy rzeczywiście byłam dziewczynką w pełnym tego słowa znaczeniu, czy tylko wiek i wygląd fizyczny na to wskazywał? Dziecko zazwyczaj jest rozbiegane, lubi psocić, z łatwością wyraża swoje uczucia takie jak radość, miłość, ale też smutek, żal czy złość, jest ciekawe świata, ufne. Ale przede wszystkim jest beztroskie. Nie musi martwić się o sprawy dnia codziennego, bo tym zajmują się dorośli. Jego zadaniem jest dobrze się bawić. A przy tym ma nieustającą chęć poznawania wszystkiego, zadaje dziesiątki pytań. W okresie dzieciństwa nabywa różnych umiejętności, niezbędnych do dalszego życia. W dzieciństwie kształtuje się jego charakter i osobowość.

Dzieciństwo powinno zatem kojarzyć się z radością, szczęściem, zabawą, z poczuciem bezpieczeństwa. Niestety, w bardzo wielu przypadkach tak nie jest. Mimo swojego wieku dziecko często nie może być dzieckiem. Tak jest m.in. w rodzinach z problemem alkoholowym. Dziecko pozostawione same sobie, bez opieki, szczególnie emocjonalnej, traci poczucie bezpieczeństwa, traci zaufanie do najważniejszych bliskich osób w swoim życiu, do matki, ale też do ojca, traci swoją spontaniczność. Żeby przeżyć, uruchamia mechanizmy obronne, które pozwalają przystosować się do otoczenia. Są one nieuświadomione. Przestaje być „dzieckiem”, zaczyna odgrywać różne role, które pozwolą mu przetrwać. Zamiast niezbędnych umiejętności potrzebnych do dalszego życia zaczyna się pojawiać poczucie osamotnienia, pustki, niskie poczucie własnej wartości, ale też objawy nerwicowe czy depresyjne. Kiedy nadchodzi moment rozpoczęcia dorosłego życia może wówczas „samo” decydować o tym jak ono wygląda.  Ale czy na pewno? 

Jakiś czas temu wydawało mi się, że najgorsze mam już za sobą. No bo skoro „dorosłam” i udało mi się wyzwolić spod ramion matki alkoholiczki, to nic gorszego już spotkać mnie nie może. Bo przecież na matkę alkoholiczkę byłam skazana. Nie wybierałam jej. Ona mnie po prostu urodziła. A teraz byłam dorosła i sama decydowałam o swoim życiu. Miałam dom, męża i córki. I chociaż czułam, że nie jestem w pełni szczęśliwa, moje życie jakoś się toczyło. Sądziłam, że wiem co jest dla mnie dobre. 

W końcu postanowiłam „zawalczyć” o siebie, odeszłam od pierwszego męża i zaczynałam sobie układać życie na nowo. Zrobiłam doktorat, byłam osobą wykształconą i „wiedziałam” co robię. Kiedy w wieku 50 lat wychodziłam po raz drugi za mąż za człowieka o 11 lat starszego, który kochał mnie bezgranicznie i którego ja równie mocno kochałam, wierzyłam, że moje życie nareszcie się ustabilizuje i że w końcu będę szczęśliwa.  Nie związałabym się z alkoholikiem, bo ich nie cierpię. Każdy napotkany na ulicy albo gdziekolwiek alkoholik wzbudza we mnie obrzydzenie. I kiedy niespełna 10 miesięcy po ślubie mój ukochany mąż, będąc w stanie upojenia alkoholowego, wyrzucił mnie z domu, mój świat się zawalił. Runęło wszystko.

Wtedy w moim życiu pojawiła się Joanna, psycholog, do której chodziłam na terapię. Jednym z pierwszych „zadań”, które miałam do zrobienia było odnalezienie w sobie małej dziewczynki i zaopiekowanie się nią. Z lektury wspaniałej książeczki Aniołki z Bracklesham, dowiedziałam się jak ważne jest odnalezienie swojego wewnętrznego dziecka. 

Przez całe życie miałam poczucie krzywdy, winą za wszystkie niepowodzenia obarczałam dzieciństwo, to, że urodziłam się jako córka alkoholiczki, i choćbym nie wiem co robiła tego nie zmienię. I nadszedł dzień, w którym dotarło do mojej świadomości, że to ja ponoszę odpowiedzialność za swoje życie. 

            Jutro kończę 51 lat. Zawsze przywiązywałam do urodzin dużą wagę. Przez wszystkie lata dzień urodzin był dniem refleksji. Robiłam analizę mojego dotychczasowego życia i każdego roku obiecywałam sobie, że dalej może być już tylko lepiej. To dlaczego jest gorzej? Skoro ja się staram i daję z siebie więcej, niż powinnam? (…) Coś jest nie tak i dłużej tak być nie może. Dlatego ten dzisiejszy dzień będzie inny. To będą wyjątkowe urodziny. Nie chcę od nikogo żadnego prezentu. I już nie pozwolę, żeby ktoś jeszcze w życiu mnie tak skrzywdził. Tak poniżył i upokorzył. Nigdy więcej. Od dzisiaj mam plan działania. Chcę zaopiekować się sobą, bo do tej pory w życiu tego nie robiłam. Dbałam o potrzeby innych i zaspokajałam je, licząc, że w zamian otrzymam to samo. Niestety, przeliczyłam się. Nie otrzymałam nawet słowa podziękowania za to, co zrobiłam. (14 września 2009)

Dopiero wczoraj odnalazłam w sobie małą Dziewczynkę i zrozumiałam jak bardzo ją skrzywdziłam. Ja. Nie kto inny. Bo to ja pozwoliłam się wykorzystywać, bo to ja podejmowałam takie a nie inne decyzje, nie bacząc na to czy Dziewczynka jest szczęśliwa. Zamiast zapewnić Dziewczynce dom i poczucie bezpieczeństwa, którego tak bardzo pragnęła i pragnie dalej, ja zafundowałam jej coś zupełnie odwrotnego. Zamiast zaopiekować się Dziewczynką i zadbać o nią we właściwy sposób, dbałam o interesy innych, które zawsze były dla mnie ważniejsze. I przez wiele lat obwiniałam innych za takie a nie inne życie. (…). 

Nie pozwolę już nikomu jej skrzywdzić. A przede wszystkim ja sama nie będę jej krzywdziła. (…) Nigdy nie myślałam w ten sposób. Nawet jak zaspokajałam swoje potrzeby, kupując ciuch czy kosmetyki, myślałam co najwyżej o uspokojeniu siebie. (…) Ale nie tego potrzebowała Dziewczynka. Dziewczynce nie są potrzebne kolejne torebki czy drogie kremy. Dziewczynka potrzebuje uczucia. Żeby ktoś ją kochał. Dbał o nią i stworzył jej bezpieczny i kochający dom. I kochał ją za to, że jest. Po prostu. (…) Teraz dopiero zaczyna do mnie docierać jak bardzo ją krzywdziłam. Nie słuchałam jej głosów, tak jakby w ogóle jej nie było. A to nieprawda. Była cały czas ze mną i próbowała się bronić, tylko ja byłam głupia i ślepa na jej wołania. Kierowałam się wszystkim, tylko nie dobrem Dziewczynki. Nie bacząc na jej uczucia i obawy, zafundowałam jej życie pełne napięć i stresów, usprawiedliwiając się trudnym dzieciństwem. (15 września 2009).

            Joanna powiedziała mi, że odnalezienie w sobie małej Dziewczynki, jest najlepszym prezentem jaki mogłam otrzymać. Przyjęłam to bez entuzjazmu, nie bardzo rozumiejąc o co chodzi. No bo przecież nie kupię sobie lalki ani misia, żeby Dziewczynka mogła się pobawić. Wyciągnęłam jednak dwie moje fotografie z dzieciństwa, oprawiłam w ramki i postawiłam na regale.  Już wkrótce, kiedy udało mi się pokonać lęk przed konfliktem i porzuceniem, zrozumiałam jak wielki dar otrzymałam w prezencie urodzinowym. 

Odnalezienie swojego wewnętrznego dziecka to początek zmian, to dotykanie tego co boli i porusza, ale też możliwość podarowania sobie samemu tego wszystkiego czego się nie dostało w dziecińśtwie. To budowanie poczucia swojej własnej wartości i nawiązanie więzi emocjonalnej z samym sobą. To nabywanie umiejętności zaspokajania swoich potrzeb. To odnalezienie swojej ścieżki w życiu i podążanie nią. I to odnalezienie wewnętrznego dziecka i zaopiekowanie się nim pozwala naprawdę dorosnąć. 

            Jutro czas na mój pierwszy w życiu „Beztroski Dzień Dziecka”. Spróbuję niczym się nie martwić.(31 maja 2010). Bo nigdy nie jest za późno na szczęśliwe „dzieciństwo”. 

Polecam:Aniołki z Bracklesham, red. Joanna Borczon

http://ksj.pl/aniolki-z-bracklesham.html

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Fill out this field
Fill out this field
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.
You need to agree with the terms to proceed

Menu