Zostać czy odejść?

Zostać czy odejść? Takie pytanie zadaje sobie wiele kobiet, które są w krzywdzącym związku, kiedy ich partner pije, stosuje przemoc fizyczną czy psychiczną. Teoretycznie odpowiedź wydaje się prosta, szczególnie dla osób z zewnątrz.  Na drugi dzień po tym jak Ryszard wyrzucił mnie z domu spotkałam się z jego córką Magdą. Stwierdziła, że powinnam się wyprowadzić od Ryszarda i że ona mi pomoże. (…) Po południu Magda pomogła mi się wyprowadzić. Było to dla niej bardzo trudne, bo Ryszard skruszony (na kacu) nie chciał żebym się wyprowadzała i miał żal do swojej córki, że mi w tym pomaga. A mnie było tak żal Ryszarda, że bez pomocy Magdy bym się nie wyprowadziła.(16 kwietnia 2009)

Znowu jestem z mężem. Po kilku dniach wróciłam do niego. Nie umiałam sobie z tym wszystkim poradzić. Z jednej strony uległam jego namowom, a z drugiej strony była to moja przemyślana decyzja. Bo 22 kwietnia miałam promocję doktorską. Uroczystość, na którą Ryszard już wcześniej zaprosił gości. Tak się cieszył i taki był ze mnie dumny.  Bałam się też, że jeżeli nie spędzimy wspólnie tej uroczystości, to już nie będziemy razem, że Ryszard mnie na zawsze odtrąci. A to byłoby dla mnie nie do zniesienia. (30 kwietnia 2009)

Podjęcie decyzji o odejściu nie jest takie proste. Jednym z podstawowych symptomów współuzależnienia jest tendencja, by trwać w toksycznym związku. I nadzieja – nadzieja na to, że partner się zmieni, że będzie lepiej. Że jesteśmy razem „na dobre i na złe”. I że to dobre w końcu nadejdzie. 

Poza tym alkoholizm jest chorobą. I tu pojawia się dylemat. Nie wiem, jak powinnam postąpić. Jeżeli alkoholizm jest chorobą, to jak mam opuścić chorego? Czy zostawiłabym go, gdyby chorował na inną chorobę? Ale jeżeli ktoś jest chory, to powinien się leczyć. A Ryszard leczyć się nie chce. On w ogóle twierdzi, że nie jest alkoholikiem. Ma wszystkie inne choroby świata, oprócz tej jednej. (18 lipca 2009).

            Kiedy w końcu wyprowadziłam się po raz kolejny, ciągle zadawałam sobie pytanie czy dobrze zrobiłam. Pomógł mi artykuł ks. Dziewieckiego, który przeczytałam w Internecie. Pisze, że jeśli wszystkie dostępne środki ratowania małżeństwa i rodziny zostały wyczerpane, a mimo to krzywdzący nas członek rodziny nie zmienia się i nie wyciąga wniosków z naszej miłości, cierpliwości i cierpienia, to spełnione są warunki, by zdecydować się na separację. Najczęściej dzieje się tak w sytuacji choroby alkoholowej, zwłaszcza wtedy, gdy wiąże się ona z przemocą, z bolesnymi cierpieniami współmałżonka i dzieci. Wówczas może nie być innego wyjścia, jak tylko fizyczne odseparowanie się od alkoholika. „Taka sytuacja tworzy warunki, by pijący rzeczywiście sam ponosił wszelkie konsekwencje swojej choroby. Trwanie latami przy uzależnionym, który znęca się nad najbliższymi i nimi manipuluje, okazuje się cierpieniem, które ma destrukcyjny wpływ na współmałżonka i dzieci, a nie przynosi żadnej zmiany w postawie alkoholika. Co więcej, pozwala mu trwać w nałogu”.

            Odejście nie uwalnia od problemów i trudności, bo te piętrzą się i potrzeba dużo czasu i samozaparcia, żeby je przezwyciężyć. Pocieszające jest to, że przed odejściem wcale nie było dobrze: Boże, jak ja strasznie nienawidziłam tych dni, kiedy Ryszard się upijał. I jak bardzo wtedy cierpiałam. Niekiedy wydawało mi się, że już nie wytrzymam, że nie dam rady. A jednak godziłam się na to. I bałam się. Bałam się Ryszarda, jak był trzeźwy i panicznie się go bałam, jak był pijany (8 maja 2010). Odejście z krzywdzącego związku jest natomiast początkiem nowego okresu: A ja już rozpoczęłam nowe życie. Żyję w innym świecie. Świecie, w którym nikt mnie nie kontroluje, nie szantażuje, nie oszukuje i nie manipuluje mną. W świecie, w którym jestem bezpieczna, w którym sama decyduję o tym, co dla mnie ważne i dobre. W świecie, w którym nikt nie robi mi uwag, że źle się wysławiam, w którym nikomu nie przeszkadza to jak się ubieram i jak się czeszę. W świecie, w którym nie muszę się codziennie tłumaczyć z każdej minuty, z tego co robiłam i z kim rozmawiałam. W świecie, w którym nikt nie ogranicza mi kontaktów z córkami. W świecie, w którym sama decyduję, co i kiedy chcę zjeść. W świecie, w którym nikt nie podważa moich umiejętności, ani nie wymaga ode mnie rzeczy niezgodnych z moją naturą. Po prostu żyję w świecie lepszym pod każdym względem. I tak niewiele potrzeba było, żeby ten świat stał się lepszy. Wystarczyło, że nie ma w nim Ryszarda. 

Polecam:

Ks. Marek Dziewiecki, Współuzależnienie: Przejawy i sposoby przezwyciężania

https://opoka.org.pl/biblioteka/I/IP/wspoluzaleznienie.html

Jak uwolnić się z krzywdzącego związku

https://cpk.org.pl/wp-content/uploads/2017/08/jak_sie_uwolnic_2013.pdf

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Fill out this field
Fill out this field
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.
You need to agree with the terms to proceed

Menu