Wyznaczam granice – mam do tego prawo!

 Bycie z drugim człowiekiem, kontakty z nim wymagają kompromisu. Ale kompromis nie oznacza zgody na przekraczanie granic. Dlatego granice są potrzebne, one uświadamiają nam, że są rzeczy, których nie możemy zrobić ani pozwolić na to, żeby zrobili je nam inni. Każdy ma swoje granice (fizyczne, psychiczne, seksualne, emocjonalne), każdy ma swoją strefę komfortu, która sprawia, że czuje się dobrze.  Trzeba poznać siebie, wiedzieć co sprawia przyjemność, a co wywołuje dyskomfort, urazę lub ból. Coś co jest dobre dla kogoś i mieści się w jego granicach wcale nie musi być dobre dla mnie.

Kiedy czuję, że czyjeś zachowanie zaburza moje poczucie bezpieczeństwa albo wartości bardzo ważne jest umieć powiedzieć: NIE! Ważne jest wyrażenie sprzeciwu w sytuacji, która nie jest dla nas dobra, kiedy dzieje się coś co nie jest zgodne z naszą naturą, coś co nas krzywdzi. Jeżeli potrafimy od razu wyrazić sprzeciw, wówczas nasze granice nie zostaną przekroczone i nie dojdzie do uruchomienia relacji ofiara-kat, a miejsce manipulacji i strachu zajmie zaufanie i szczerość.

Osoby, które nie potrafią stawiać granic często tkwią w toksycznych relacjach. Najczęściej wchodzą w te relacje jako ofiara, pozwalają się wykorzystywać. Jeżeli na samym początku nie powie się NIE, później jest coraz trudniej. Partner pozwala sobie na coraz więcej, a ofiara coraz bardziej się stara. Takie osoby nie potrafią zadbać o swoje potrzeby, bo najczęściej ich sobie nie uświadamiają. Lęk przed odrzuceniem nie pozwala na powiedzenie STOP, bo może to nie spodoba się partnerowi i zakończy relację. A to często wydaje się nie do zniesienia. Szczególnie kiedy w dzieciństwie było się odrzuconym przez jednego albo oboje rodziców. Tak było u mnie. Na drugi dzień po tym jak Ryszard wyrzucił mnie z domu spotkałam się z jego córką Magdą. Stwierdziła, że powinnam się wyprowadzić od Ryszarda i że ona mi pomoże. (…) Po południu Magda pomogła mi się wyprowadzić. Magda pomogła mi wówczas wyznaczyć granice. Niestety, po kilku dniach wróciłam do niego. Nie umiałam sobie z tym wszystkim poradzić. (…) Bałam się też, że Ryszard mnie na zawsze odtrąci. A to byłoby dla mnie nie do zniesienia. (30 kwietnia 2009).  Nie potrafiłam wyznaczać granic. Lęk przed odrzuceniem i głód uczucia powodował, że zgadzałam się na to co nie było dla mnie dobre.  Ja rezygnowałam z wielu rzeczy, ograniczyłam kontakty z córkami, przestałam się spotykać z Julią, nie nalegałam na tańce, zrezygnowałam z wyjazdu nad morze, z czytania gazet i książek, z oglądania filmów obyczajowych, z gotowania, z pieczenia, z zaprawiania etc. A Ryszard wcale nie był z tego powodu zadowolony, tylko ciągle wysuwał nowe żądania i rozszerzał swoje terytorium, tak jakby chciał zbadać, z czego ja jeszcze jestem w stanie zrezygnować (14 sierpnia 2010).    

Dlaczego nie potrafiłam wyznaczać granic? Jedną z koniecznych cech rozwoju młodego człowieka jest bunt. To w okresie buntu kształtuje się dorosły, dojrzały człowiek. Główną potrzebą w okresie dorastania jest zaznaczanie swojej odrębności i niezależności. A także poszukiwanie odpowiedzi na pytanie „kim jestem”.  Młody człowiek, zanim dorośnie musi spróbować różnych rzeczy, testuje też granice. Najczęściej granice wyznaczone przez rodziców (opiekunów), próbując je przekraczać, rozszerzyć, a nawet ustalać własne. Od tego w jaki sposób nastolatek przejdzie ten okres buntu i burzy zależy jego dalsze życie, to jak sobie będzie radził w relacjach z autorytetami, a także w związkach.  Ja nie miałam przeciw komu się buntować, bo nikogo nie obchodziło to co robię.

  O tym, jak ważne jest wyznaczanie granic dziecku i jak to działa zdałam sobie sprawę dopiero w trakcie terapii, kiedy Joanna pełniła w pewnym sensie rolę moich rodziców. Najlepiej zilustrują to fragmenty dziennika:

Siedzę przy komputerze i mam napisać pismo do adwokata męża. Proste pismo, a ja nie wiem, dlaczego nie umiem sobie z tym poradzić. Początkowo w ogóle nie chciałam odpowiadać, ale Joanna przekonała mnie, że powinnam. Że mam przedłożyć te rachunki, które posiadam, tak jak chce adwokat. Pewnie ma rację. Tylko dlaczego to jest dla mnie takim problemem? (…) Dlaczego mam takie opory? To idiotyczne. Tyle już zrobiłam, tyle przeszłam, a nie umiem sobie poradzić z jednym głupim pisemkiem? Czy chcę przegrać? Nie, nie i jeszcze raz nie. 

Napisałam pismo do adwokata. Krótko i rzeczowo. Nie mam zamiaru przedstawiać żadnych faktur, bo Ryszard by się ze mną bawił. To zapłacę, a tego nie zapłacę, a tu jeszcze trzeba coś dołączyć. To by oznaczało moje przystąpienie do gry. Tutaj nie zgadzam się z Joanną, która była zdania, że powinnam je przedstawić. Ale ona tylko powiedziała swoje zdanie, a ja podejmuję decyzje. Bo ta sprawa mnie dotyczy. I uważam, że powinnam właśnie tak postąpić. (1 sierpnia 2010)

Kilka dni później śniła mi się Joanna. W nietypowych okolicznościach. Szłam do niej na terapię. Wiem, że pod tym względem jest niezawodna. I tym razem okazało się, że jest inaczej. Najpierw pozwoliła jakimś studentom ukraść trochę „naszego” czasu (…). Później byłyśmy gdzieś i Joanna… piła alkohol i zaczęła się dziwnie zachowywać. Zaczęłam ją przekonywać, że nie może tego robić. Nie ona. Mówiłam: – Każdy, tylko nie Ty Joanno (8 sierpnia 2010).

Następnego dnia Joanna wytłumaczyła mi moje rozterki, uznając, że są naturalne w przebiegu mojej terapii. Ociągałam się z pismem do adwokata, bo nie zgadzałam się z Joanną, która sądziła, że powinnam przedstawić żądane rachunki. W końcu odmówiłam, bo przecież Ryszard doskonale wie, za co płaciłam. Joanna uznała to za dobry objaw. Za rodzaj buntu przeciwko autorytetowi. O tym, że jest dla mnie autorytetem, takim jakim powinna być matka, świadczył też sen, w którym nie chciałam, żeby Joanna piła. W ten sposób zmierzyłam się z autorytetem, którego tak naprawdę nigdy nie miałam. Spytałam potem Joannę w jakim jestem wieku? Stwierdziła, że buntują się nastolatki, które dorastają, więc jestem nastolatką. Niesamowite. Ja, prawie 52-letnia kobieta, emocjonalnie jestem…nastolatką. Czyli jestem młodsza od własnych córek. Gdybym to komuś opowiedziała, to pewnie by mnie wyśmiał, że głupstwa opowiadam. A ja to naprawdę przeżywam. (…) Byłam już małą dziewczynką, teraz jestem zbuntowaną nastolatką (9 sierpnia 2010). 

Wyznaczanie granic to najważniejsze zadanie. Tego w pierwszej kolejności muszę się nauczyć. Ale żeby umieć wyznaczyć granice, muszę poznać swoje terytorium. Ustalić je. Wtedy dopiero będę mogła powiedzieć, że dotąd można, ale dalej już nie. Na więcej nie pozwolę. Bez względu na to, co się wydarzy. To właśnie brak granic spowodował mój ostatni kryzys. Bo jeżeli wyznaczę odpowiednio swoje granice, to od razu będzie wiadomo, że to co robi Ryszard, nie ma żadnego znaczenia, bo jego obecna postawa jest dla mnie nie do przyjęcia, nie do zaakceptowania, gdyż w żaden sposób nie mieści się w granicach mojego terytorium. (…) Wyznaczanie granic to nic innego jak dawanie jasnych komunikatów. Trzeba przekazywać informacje dobitnie i zdecydowanie, tak żeby nie było żadnych niepewności.

Stawianie granic to nie tylko troska o siebie, to także troska o innych, o to żeby relacje z innymi były czyste, bez skrywanych pretensji i żalu. Bo inni traktują mnie tak, jak ja im na to pozwalam. Jeżeli kocham samą siebie, to znam swoje potrzeby, wiem, co dla mnie ważne, umiem sama o nie zadbać i nie pozwalam, żeby ktokolwiek mi w tym przeszkadzał. Nie trzeba i nie należy rezygnować z własnych potrzeb i pragnień po to, żeby uszczęśliwiać innych. 

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Fill out this field
Fill out this field
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.
You need to agree with the terms to proceed

Menu